Autostopem na Południe
Po czterech latach bez urlopu i utrzymującej się wszechobecnej bryndzy finansowej, zapadła decyzja. Urlop musi wreszcie być. Nieważne, że namiot jest dziurawy, aparaty fotograficzne zepsute, a sakiewka pusta - wyjeżdżamy. Chcieliśmy wybrać coś ciekawego, coś co będziemy długo wspominać. Wybraliśmy eskapadę do Południowych Włoch autostopem. Jak się nie ma co się lubi to się lubi co się ma.
Początkowo przejazd nie nastręczał większych trudności. Podróż autostopem przez Czechy, Słowenię i Włochy to nie jest nic trudnego. Ludzie są mili, pomagają zorientować się w terenie, a GPS w palmie pozwala mieć poczucie, że wie się gdzie się jest. 2000 kilometrów przejechaliśmy w ciągu 48 godzin praktycznie za darmo. Poznaliśmy wielu fajnych ludzi - generalnie jest co wspominać.
Po dojechaniu do celu, co już przyszło nam z trudem ze względu na niechęć lokalnej ludności, wyszło na jaw, że ze względu na brak auta jesteśmy praktycznie przykuci do miejsca, w którym postawiliśmy namiot. Auta mieli tylko wybrani, a jak już go mieli to nie po to, żeby wozić jakiś obcych autostopowiczów, którzy przecież mogą zniszczyć tapicerkę, albo nie daj boże zwymiotować na wertepach.
Ograniczony czas wakacji niestety nie pozwolił nam na odwiedzenie wszystkich okolicznych zakamarków. Troszkę chodziliśmy na dziką plaże, troszkę łaziliśmy się po klifach, trochę próbowaliśmy potraw miejscowej kuchni. Niestety w trakcie jednej z wycieczek na skałki ktoś był uprzejmy ukraść nam cały plecak. Pal licho ręczniki, ale niestety przy okazji zginął też aparat Canon 50d oraz walkmann Olympus. Trochę nam to skwasiło nastój i niestety wymusiło wydatki. Ostatni tydzień niestety cały czas lało, więc do domu wróciliśmy w nastrojach minorowych z poczuciem straconego urlopu.
Tagi: Aparaty, Aparaty cyfrowe, Aparaty fotograficzne, Podr